Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gdzieś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gdzieś. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 grudnia 2014

87

Przerwy w widzeniach niekorzystnie odbijają się na nocach
dlatego od drugiej planujemy za kratami snów

Wymykam się rano jak zwykle spóźniona
na pociąg do siebie i nawzajem

Zasłony spraw niejasnych wciąż wiszą na swojej granicy
a ja ubrana w niewidzialne gonię świątynie autobusów

i wyśpiewuję cicho dziękczynne jutrznie
modlitwę o to żeby umieć Cię nie wsadzić do żadnej szuflady
i prośbę żeby nie przyszedł ktoś inny bo wtedy któreś z nas zniknie


Najcieplejsze życzenia świąteczne to te wypowiadane szeptem przy wyjściu




czwartek, 23 października 2014

86

zawsze przed wyjazdem palą się ręce
noce są nieprzespane stopy zmarznięte
a ubrania wciąż do prasowania

spóźniam się na brak pędu
po czym w mokrej koszulce
przesypiam teleportacje w inne czasy

kiedy nastąpi z powrotem
wpełzam w powłoki ciepła
a wyprane opakowania wieszam gotowe
w naprzemiennych zestawach


i tak stąd dotąd trwam


niektórzy mieszkają w domach
inni śpią, piorą i przekładają wszystko
na po powrocie

 

piątek, 18 lipca 2014

84

Zdarza mi sie naprawde

W centrum handlowym Nova Karolina w Ostrawie gra na bialym pianinie mim w meloniku. Ludzie siedza na nieruchomych schodach z kolorowymi poduszkami i bija brawo.

Za kazdy zagrany utwor Nova Karolina dokona wplaty na rzecz fundacji Swietlik, ktora prowadzi objazdowa kawiarnie w ciemnosciach i pomaga osobom ze znaczacymi wadami wzroku rozpoczac samodzielne zycie.

Podchodzi chlopak w koszulce na ramiaczkach i hawajskich spodenkach w kwiaty. Wbrew ubraniu wskazujacymi na podworkowego koszykarza gra piekna, radosna improwizacje. Mim w tym czasie rozmawia przez telefon komorkowy. Po chwili zawiesi polaczenie (choc zadnych budek juz nie ma, i nie bardzo jest co i gdzie zawieszac) i zaakompaniuje mimowi w czerwonej koszuli.

W swiatyni zakupow rozlegnie sie

Hallelujah!

Czesc ludzi na chwile zapomina o kupowaniu kolejnych niepotrzebnych rzeczy. Na tej sztucznie zadaszonej ulicy mimy maja dzis glos.


PS.
Jedna z ostatních rzeczy, jakie slysze odchodzac, jest wykonane wspolnie z publicznoscia:

Imagine no possessions
I wonder if you can
No need for greed or hunger
A brotherhood of man
Imagine all the people sharing all the world

wtorek, 20 maja 2014

80

z cyklu poezje znalezione w pracy

Gdy na swej drodze napotkasz zebrę
poproś mamę, aby nałożyła ci
zawsze modne światełka odblaskowe
 
oboje będziecie widoczni w miejskiej dżungli



poniedziałek, 24 marca 2014

72

poznajemy się wynajdując pokłady czasu w napiętych kalendarzach
biegnąc na tramwaj żeby zdążyć zjeść ciasto przed wejściem
do teatru w lekko zmiętych koszulach

nie sposób spisać tempo
są doświadczenia które nie mają czasu
porządnie odtajeć i ujawnić swoich znaczeń


środa, 1 stycznia 2014

67

Nowy Rok utopił się we mgle
od zawsze do zawsze

zamiast fajerwerków
tulą mnie obcy ludzie


O czwartej weryfikuję adresy
na które w ciągu roku
wyślę nawóz myśli

które odgrzebię z błota
pomogę wyrwać chwasty  
żeby móc znowu zasiać 
cudownie zielone trawniki


W tym roku większość kwiatów
zostawię w moim wazonie
a tym w donicach na parapecie
nadam ich własne imiona

w ciszy niezauważalnie
zakwitną we własnym tempie
i bez niczyjej pomocy
a wręcz w nieobecności


I nikomu nie będą musiały
wdzięczyć za samoistność
i ogrom swojego piękna

bo same przemienią samotność
w tak zwany święty spokój


fot. Sysia

niedziela, 15 grudnia 2013

62

Poezje znalezione albo Wycinki z rozmów

Odcinek pierwszy.

łzy w oczach ze zdziwienia

B: a co to z tym alkoholem
przecież ty nie pijesz

A: szukam tego PO PROSTU
które czasem się chowa
nie mam pieniędzy
i nie będę pić teraz
jak Tobie?

B: dzisiaj sromota
ale w gruncie rzeczy
jestem w domu
i nie mam powodów

A: no to jak ja a jednak

hańba
dyshonor
kompromitacja



fot. Sysia

piątek, 13 grudnia 2013

60

Przydługi wstęp do prawdziwie audiowizualnego 60 odcinka

Dopadł mnie dziś dzień modernistycznego poety gruźlika
snującego się po łąkach rekonwalescencji,
wspominającego dzieciństwo
i nagle minione lata.

W taki dzień najlepszym lekiem na mentalny kaszel
(poza zakopaniem się w pościeli)
jest zrobienie czegoś zupełnie bez cienia wstydu
(albo ujawnienie czegoś zrobionego wcześniej).



4 grudnia mój najlepszy przyjaciel,
Bart Kozera, skończył niespodziewanie kolejny rok
i choć odżegnał się od świętowania
stał się powodem bezwstydnego czynu
jakiego dokonałam idąc za radą Kurta V.
(w tym miejscu polecam jego piękne eseje
"Człowiek bez ojczyzny").

Czyn ten został popełniony ze względu na brak pieniędzy przy jednoczesnych ogromnych
pokładach miłości, jaką żywię dla Barta i innych moich przyjaciół.

Ujawniając go chciałabym ukochać wszystkich moich bliskich a dalszym powiedzieć,
żeby poszli przytulić swoich najbliższych.



Wśród moich znajomych jest wielu wspaniałych muzyków,
ale także ludzie, którzy zupełnie tak jak ja lubią robić rzeczy,
których nie umieją i sprawia im to nieopisaną przyjemność.

Tym samym zapraszam dziś na patetyczną piosenkę z prostą linią melodyczną złożoną z dwóch akordów,
którą napisałam na ukulele, ponieważ niweluje ono patos wręcz automatycznie.

Jeśli przyniesie Wam ona trochę ciepła albo stanie się powodem do radości lub śmiechu
będzie to więcej, niż mogę oczekiwać.

Piosenka nie dla Edka ale dla i przez Bartka albo Nędza z masłem


PS. Zastrzegam, że specjalnie wybrałam wersję nagraną nierówno, ale za to żywo i z sercem <3

piątek, 6 grudnia 2013

58

ludzie z którymi się spotykasz
mogą okazać się pomyleni

dobrze jest wtedy z oddali
zobaczyć jaką grasz rolę
i czy to aby na pewno Twój film

widząc go w całej rozciągłości
jak na stole montażowym
możesz zmienić plany
na bardziej ogólne

odjechać dźwigiem
przy wszechogarniającym Mozarcie

zgromadzić wyliczenia szczęśliwych momentów
w sekwencje zagęszczone

i przeskoczyć o czas konieczny
by iść do przodu





czwartek, 5 grudnia 2013

57

Asi spotykanej w punktach zwrotnych


I

Na serca nie ma na nie gwarancji
nie podlegają serwisowaniu
poza ryzykownymi naprawami we własnym zakresie

składane zbyt wiele razy
pokrywają się sztywną warstwą kleju
albo do końca żyją unieruchomione w kołnierzach

i nie ma dla nich przytułków chroniących przed zamarzaniem
ani środowych grup wsparcia


II
Zużyło się moje serce

nie pomagają zastrzyki z wiary
głaskania nadziei matki

leży na ostrej terapii pod kołdrą w mojej sypialni

tulone przez przyjaciół
obłożone książkami
podłączone do rozrusznika z dźwięków
najważniejszych filmów
i owocowej kroplówki

Może się nie obudzić


III
Wyprawię mu wtedy pogrzeb
nocnym pociągiem zawiozę nad morze
i pozwolę odpłynąć na północ

a potem poszukam innego


Może leżeć w pociągu którym będę wracała do domu
na ławce w parku w bramie kamienicy

czyste pełne naiwności nie zamienione w kamień
nie błyszczy w witrynach pośród tych na sprzedaż
nie z klejonych do naprawy albo z drugiej ręki
nie jest też do wzięcia ani przygarnięcia


Może dostanę serce od kogoś
kto nie będzie oczekiwał nic w zamian

a wtedy moje szybciej odrośnie

nowe bez strachu i gotowe dawać






fot. Agat

56

dziwnie jest zapełniać dziurę po Tobie

piosenkami o tęsknocie którą przekierowuję na nieznaną mi jeszcze twarz z przyszłości
filmami o tym jak niezwykłe jest codzienne życie
twarzami ludzi z wysiłkiem niosących swoje poranki przez dworzec główny
czekaniem nagłym, niechcianym i nie wiadomo na co

dziwnie jest wiedzieć że siedzimy we trójkę w tym kinie
do którego mieliśmy przyjść razem






wtorek, 29 października 2013

53

Mam napadowe wątpliwości
dotyczące faktyczności Twojego istnienia
realności tego, co się nam zdarza

bo jesteśmy wychowywani w pragnieniu
a potem niedowierzamy

i rozmawiamy
i łazimy
i wszystko

a najbardziej nas intryguje to 'wszystko'










wtorek, 8 października 2013

51

większość mojej głowy
napisał Bernardo Soares
i tylko dziesięć procent zostało mi na odmienność

mogłabym nigdy już nie przemówić własnymi słowami
skoro trafniejsze już padły
ale te dziesięć procent to ja

 zdj. Jeremiego

wtorek, 24 września 2013

50

można się trochę pokochać
byle się nie wpierdalać w te chore gierki

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

one can have some love
just don't fuck yourself with those sick games



poniedziałek, 16 września 2013

49

nie chcę planów
chcę się nie bać

---------------------------

I do not want plans
I want not to be scared

piątek, 28 czerwca 2013

45

 
Jiří Kolář
NOWY EPIKTET

12.

a
Jeśli chcesz poświęcić życie sztuce współczesnej
Nie myśl że umrzesz z głodu
Że zniszczysz rodzinę
Że skończysz na bruku albo w wariatkowie

Poezji jest bliższy ten kto skończy w biedzie
Opuści żonę i dzieci
Będzie wygnany na ulice i wsadzony do wariatkowa lub więzienia
Niż kto żyje w spokoju niewoli i dostatku
I nie odważy się nic poświęcić

Współczesna poezja jest siostrą wolności i ryzyka
A wszystkie trzy są córami buntu
To przecież nie są partie dla lokaja ciepłej kluchy żandarma albo przezornego


Jiří Kolář, Nový Epiktet, Mladá Fronta, Praha 1968, tłumaczenie: moje (K. M. Błażejczak)



między rozchełstaniem a zbieraniem
staram się skupić i powtarzam
chcę być jak Miranda July
i jak Cecylia Malik
Kolářu prowadź

niedziela, 16 czerwca 2013

44

czasami trzeba się wyspać
aż do granicy wytrzymałości

bo chce się zacząć od początku
kiedy można tylko od miejsca
w którym się jest


środa, 29 maja 2013

42


wyrzucam formy dokonane i przyszłe

nie można niczego skończyć
można próbować kończyć

zamiast się w końcu wygrzebać
tylko się wygrzebywać

i nie pościelić dokładnie
chociaż codziennie ścielić

jestem długodystansowym sprinterem
choć kiedyś padnę na serce
nie muszę teraz spać

 

sobota, 13 kwietnia 2013

39


Wracam do domu przez Wiedeń z dobrą, niekwaśną kawą i z ciepłą wodą w łazience.

Przyszłość rysuje się jasno, choć nie rysuje się wcale.
Dokąd iść, gdy można gdziekolwiek i nie jest się przywiązanym
Czy zostać w rytmie poranków, czy sprzedać wszystko i jechać, a potem nigdy nie wrócić
Skąd wiedzieć, gdzie jest moje miejsce, jeśli wierzę, że noszę je w sobie
Jak wierzyć, że będzie przepięknie, jeśli zawsze będzie, jak jest

Prawdziwe życie jest tutaj, teraz, na zawsze.

Marzę o końcu szkoły, a potem o końcu studiów, w pracy o emeryturze, a na emeryturze marnieję.
Mam wolność w rękach jak nigdy i jednak bardzo się boję. Mój wybór już nie jest wolny, bo jest związany z pieniędzmi. Nie pozwalam sobie próbować, bo to wymaga wysiłku, łatwiej planować do przodu niż walczyć potem w panice.

I jednak boję się wyrwać, biec długo aż stracę siły.
Być jak przepiękne, bezdomne, albańskie psy. Codziennie prosić o miłość jakichś przypadkowych turystów, dzielić jedzenie w śmietniku pomiędzy całą watahę, przebiegać granicę Albanii, tak tylko w ramach marzenia o smyczy i pełnej misce.

Dopóki mieszkamy w domach, nie każdy ma własne drzewo, a jeśli zdecydujemy się odejść, uznają nas za wariatów.

wtorek, 5 lutego 2013

35

Opowiedz mi, proszę, dokładnie o Swoich boskich bogactwach,
poprzez które przenikasz wszystkie te światy.

BG 10.16
 
wzniosłam się na pierwsze piętro
nad indyjską restaurację everest
i klub o trafnej nazwie the immigrant

są białe ściany i stara podłoga z panelami
w których są szpary

ktoś pomiędzy kamienicami ma szklarnie
może hoduje w nich pomidory
ogród jeszcze zimowy z takim drzewem

na którym można łatwo zbudować domek
włazi mi przez okno

jak dawniej- postawiłam swój wigwam
z dwóch krzeseł, stołu i pościeli
jest jeszcze wygodny materac

piosenki które zmieniają budynki w domy
modlitwy które czynią z ludzi pielgrzymów

5.02.2013