Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 stycznia 2015

88

Kiedy ogarnia niepewność nie ma innej drogi niż biegać aż się padnie ze zmęczenia, kawa lub popołudniowa drzemka przestanie w końcu działać i będzie można nie myśleć. Dalej czytać historię o nieustającej tęsknocie, identyfikować się z bohaterami i uświadamiać własne, zaskakujące zakochanie. Spadł śnieg i moje buty do biegania się ślizgają i nie wychodzę biegać mimo iż mną rzuca, a nie mam tu worka bokserskiego żeby go zniszczyć i płakać nad tą tragedią która wisi nade mną, ale tylko w mojej głowie, bo z obiektywnej perspektywy nic się nie dzieje. Zadziwiające, jak jednowymiarowa niepewność materialna destrukcyjnie wpływa na wszystko, co mnie dotyczy. Jak nagle miotam się między szukaniem stabilnej pracy, która wyprowadzi mnie na morza nudy, a tym, żeby wciąż balansować na granicy chodnika, z którego za miesiąc mogę spaść w przepaść głodu (której nie ma, bo przecież są jeszcze przyjacielscy przechodnie). 

Stare dobre lęki, grzecznie Was informuję – tak dobrze sobie bez Was radzę, że grozi mi śmierć ze szczęścia i całkiem mi to pasuje. Nie pukajcie do moich drzwi, bo na więcej niż dwie godziny nie pozwolę Wam zostać, a jeszcze pożegnanie nie będzie zbyt miłe, z pewnością na odchodnym zza progu krzyknę głośno "Spierdalajcie!".

Nastawię kubeczek kakao i nawet jak wykipi wcale się nie przejmę, bo zalana kuchenka to przynajmniej namacalny problem, a z takimi się kumpluję, w końcu można je łatwo wytrzeć.






niedziela, 13 kwietnia 2014

78

I nagle jest znowu kwiecień, na który się tyle czekało zupełnie zapominając o tym, jak zręcznie przeplata różne stany. Wbrew naszej woli wsadza nas do wagonika jeżdżącego po sinudoidzie dobrych i złych emocji i pozostaje tylko czekać, aż seans w tzw. wesołym miasteczku się skończy. Po odbyciu całej trasy przekrzyczanej lękiem staniemy znowu na ziemi i znowu będzie wiadomo, jak bardzo szukanie pasów bezpieczeństwa było bez znaczenia. Jak bardzo wszystko zostało wyreżyserowane, a my jak co roku zostaliśmy zaskoczeni jak kierowcy pierwszym śniegiem.

Niby nic się nie dzieje, a jednak nie sposób się cieszyć. Emocje przeplatają się w takich amplitudach, że można nie wytrzymać. Nie dorośliśmy jeszcze do zachowania spokoju.

Czekać, trzeba czekać

Uczyć się czekać
Uczyć się odpuszczać
Pozwalać rzeczom i ludziom odchodzić
Zmieniać się

I uczyć się siebie na nowo -
Samych i nawzajem

W spokoju
W radosnym bezsensie życia

Wspominać lato czekając na lato
A potem znowu mówić
Że nie ma na co czekać

Jak bardzo to wszystko już znamy
A wciąż szukamy zwrotów akcji








piątek, 21 lutego 2014

71

To było tak. Fala ludzi płynęła przez przejście podziemne na drzwi do centrum handlowego. Zatrzymałam się pośrodku. Po prawej stronie stała dziewczyna grająca na altówce. Miała na sobie szarą dresową bluzę z kapturem, dżinsy i ciepłe buty. Na ziemi naprzeciwko dziewczyny za żółtą plastikową skrzynką na warzywa siedział bezdomny. Niczego nie rozdawał, nie żebrał, tylko siedział i rysował dziewczynę czerwoną kredką na pomiętych kartkach papieru. W głębi przy wejściu na schody stała bezdomna zwykle sprzedająca czekolady. Teraz wpatrywała się w bezdomnego.

Sprawdziłam portfel. Drobnych miałam tylko dwadzieścia groszy. Wyciągnęłam z siatki mandarynkę i włożyłam ją do futerału z niebieskim futerkiem. Dziewczyna pięknie się uśmiechnęła. Bezdomny po drugiej stronie roześmiał się głośno. Odeszłam majtając siatką. Przypomniała mi się ta piosenka Alana Price'a z filmu, którego nie widziałam i śpiewałam głośno:

You'd be better by far to be just what you are
You can be what you want, if you are what you are
And that's a lucky man!

Za rogiem pomału szła staruszka w długim ciemnobrązowym płaszczu. Mijając ją obejrzałam się i uśmiechnęłam. Jej twarz niezwykle się rozpogodziła. Słońce już zachodziło między odnowionymi kamienicami, spojrzałam w niebo i pomyślałam, że dzielenie się szczęściem jest najlepszą znaną mi modlitwą.

20 lutego 2014


niedziela, 5 stycznia 2014

68

CZEKOLADA
Trochę "Z dziennika codziennych zmagań" a trochę list do siebie

Weźmy na przykład taki pozorny, lecz trudny do realizacji banał jak powtarzane przez paru mędrców zdanie:
"Żeby móc kochać innych musisz najpierw pokochać siebie".
(Osobiście wolę go w wersji: "Jeśli nie posiadasz czekolady to nie możesz jej rozdawać").


Można to łatwo sprawdzić przeprowadzając eksperyment.
Na przykład taki, jakim jest szukanie pracy.
(Można dowolnie wymieniać szukanie pracy na szukanie partnera albo inne wybrane treści poszukiwań).
Dla precyzji powiem, że nie chodzi mi o szukanie jakiejkolwiek pracy na tzw. "przeczekanie", które następnie trwa kilka lat bez satysfakcji za to jest opłacanych ciężkimi porankami, ale o szukanie wymarzonej pracy, w której widzisz sens.

Oczywiście, patrząc na ogłoszenia można by zrezygnować z aplikowania na stanowiska, które wydają się być wyzwaniami i w których zwykle nie spełnia się co najmniej dwóch wymagań.
(Analogicznie: Może w tym momencie nie mam całej tabliczki potrzebnej Ci czekolady o 60% kakao, ale tymczasowo mogę to za Twoją zgodą wynagrodzić dobrą czekoladą z bakaliami, a jak poczekasz dłuższą chwilę to będę mieć czekoladę, która jest Ci potrzebna. Tym samym może wybranie mnie, która ma pewne braki może być w ostatecznym rozrachunku słodsze niż wybranie skrupulatnego sprzedawcy czekolady. Oczywiście zależy, na czym komu zależy i kto ma ile czasu.)

Jeśli jednak samemu nie wierzy się w swoje umiejętności i wartość, która kryje się w zaangażowaniu i głębokim przekonaniu o słuszności swoich działań, pozostaje już tylko kłamać.
A kłamstwo ma krótkie nogi. 

Na przykład takie, które pchają nas do rezygnacji z podejmowania wyzwań i przez które kończy się w pracy, której się nienawidzi tylko dlatego, że fałszywie przekonało się najpierw siebie a potem potencjalnego pracodawcę o posiadanej wizji wielkiego rozwoju ukrytego i czekającego na nas na stanowiskach sprzedawców ubrań albo sprzątaczek (nie umniejszając wymienionym, którzy oczywiście też są potrzebni).

Dlatego staram się pamiętać o tym, że wszyscy kiedyś mieli moje marne (albo aż) 21 lat i nie byli jeszcze skażeni wiedzą o tym, że "coś jest niemożliwe" (co to zresztą za bzdurna wiedza). Że wszyscy warci uwagi (czyli Ci, którzy nie dali się dyskursowi pełnemu niewiary) kiedyś zaczynali i nie wiedzieli jak się robi to, czy tamto, ale mieli za to wielki, zaraźliwy zapał i wiarę w to, że wszystko się uda, jeśli tylko będzie się wystarczająco chciało na to pracować.

Wierzę, że tylko trudne rzeczy są warte jakiejkolwiek uwagi. I że jeśli kiedyś odpuszczę i przestanę być sobą, pełną niezbędnej naiwności, to możecie mnie już tylko zabić, bo i tak wtedy będę na straty.


Wracając do efektów eksperymentu: jasnym jest, że jeśli nie stanowi się dla siebie przykładu tego, jakim chciałoby się widzieć świat, to nie ma co marzyć o jego zmianie. Tak samo z relacjami i w zasadzie wszystkim. Okazuje się więc, że to dosyć proste. Mimo, iż istnieją różne miłości i różne czekolady, i nie każdy może lubić mleczne albo z bakaliami, to żeby chociaż spróbować dać, musisz jakąkolwiek mieć. Najpierw ja i moja czekolada, ja i moja wiara, ja i moja miłość. Dopiero potem Ty, a potem cała reszta. 

I wcale w tym dogadywaniu się różnorodności nie ma wychodzenia za kompromisy - jest za to silne przeświadczenie o tym, że danie komuś czasu i zaufania pozwala mu rozkwitnąć, rozwinąć nieznany pyszny smak, podczas gdy kupienie gotowej już róży (czy też znanej sobie czekolady) nie zmienia ani róży, ani właściciela.




czwartek, 19 grudnia 2013

65

Pokrętna próba reakcji

Filmowa miłość

W tym teście nie ma właściwej odpowiedzi
ponieważ każda z możliwości może o niej stanowić
zależnie od tego kto sprawdza

Wytrąca mnie to z mojej mętnej i tak równowagi
i potykam się o chodniki wcale nie wychodząc z pokoju
a nawet kiedy leżę i gapię się w sufit

Zastosowanie wyjścia awaryjnego niesie za sobą
dwuznaczny odbiór gdyż może znaczyć
że jest już bardzo źle jak i że wciąż na tyle dobrze
by było którędy uciekać

Co z tego skoro w filmach zawsze biegnie się tylko do góry
a potem można jedynie skakać z balkonu

Oby do tego czasu spadł śnieg bo w pobliżu
nie widać żadnego negocjatora który
w odpowiednim momencie może zrobić stopklatkę

I jedyne co teraz pozostaje to
podłożyć pod bieg po schodach jakąś dobrą muzykę
i liczyć na to że jak Harold zdołam w ostatniej chwili
przekonać scenarzystę o konieczności zmiany gatunku

Chyba za każdym razem zmieniamy się w Debiutantów
i zamiast być trochę prościej robi się coraz trudniej
tym bardziej że nie wiadomo gdzie leży nowy początek
kiedy nadejdzie koniec i ile razy w międzyczasie zdołamy
powtórzyć zbędne banały


Imagine, reż. A. Jakimowski


środa, 18 grudnia 2013

64

Z czułą dedykacją dla Popiełuszek
   

 


Ćwiczenie den (nie mylić z zen)



Instrukcja obsługi
(należy ją przeczytać dwukrotnie, jeśli za pierwszym razem się nie załapie)


Zamień
( podmień / odmień / zmień )

  • rajstopy na wiersze
  • nylon na wers
  • spandeks na metafora
  • majtkowe na silnie zmetaforyzowane
  • bezmajtkowe na pisane prostym językiem
  • biodra i palce na znaczenia
  • klin na sens
  • materiał na przemilczenie
  • bawełna na rym
  • noszone na pisane
  • spodnie na prozy
  • używane na czytane
  • tancerki na krytyków
  • minispódniczka na fraszka
  • nogi na serca
  • rajtuzy na wierszyki
Dla ułatwienia można sobie wydrukować.


Rajstopy są produkowane z nylonu lub podobnych włókien sztucznych. Współczesną wersję rajstop wynaleziono około 1960 roku.

Rajstopy dostępne są w szerokim zasięgu stylów. Zakres sięga od 3 (bardzo cienkie) do 20 (standardowe) oraz 30 (półprzezroczyste), liczba den może jednak sięgać nawet powyżej 100.

Rajstopy mają coraz to bogatszą paletę kolorów, nie mówiąc o wzorach. Począwszy od rajstop w kolorze cielistym lub w odcieniach szarości, skończywszy na jasnych barwach. Większość rajstop produkowana jest na bazie nylonu połączonego ze spandeksem, co nadaje większą elastyczność.



Rajstopy w modzie mają standardową konstrukcję i dzielą się na majtkowe i bezmajtkowe. W majtkowych część przykrywająca biodra i palce jest wykonana z grubszego materiału, a w bezmajtkowych nie. Klin (jeśli jest) bywa także zrobiony z grubszego materiału, czasem z użyciem bawełny.

W XVI wieku rajstopy były noszone przez mężczyzn, np. przez amerykańską i europejską arystokrację. Jednak ten trend zmienił się, gdy mężczyźni zaczęli nosić spodnie. Od XX wieku rajstopy są noszone głównie przez kobiety. Początkowo były używane jedynie przez tancerki, ale upowszechniły się wraz z pojawieniem się minispódniczki w 1965 roku. Jednak w ostatnich latach zaczęto tworzyć wersje rajstop dla mężczyzn, w celu ogrzania nóg i ulepszenia krążenia krwi oraz przede wszystkim komfortu.

Rajstopy dziecięce (w odniesieniu do tej wersji częściej używa się nazwy "rajtuzy") zazwyczaj wykonywane są z bawełny i są bardziej odporne na uszkodzenia od delikatnej dzianiny spandeksowej.







poniedziałek, 22 lipca 2013

47

kilkudniowe ćwiczenie duchowe


wymyśl sobie idealną osobę z którą chciałbyś być
spersonifikuj ją w losowym znajomym, który choć trochę Cię pociąga
doprowadź się do euforii na myśl, że to możliwe
nie śpij
próbuj żyć po swojemu

dwa dni później wyobraź sobie, że to jednak absolutnie niemożliwe
doprowadź się do umiarkowanej rozpaczy
nie śpij
próbuj żyć po swojemu

kiedy zauważysz, że chcesz umrzeć wywietrz pokój
poświęć całą niedzielę na naukę jakiegoś języka
zmuś się do biegania jeżdżenia na rowerze i jogi
w poniedziałek obudź się w o świcie
doprowadź swoje ciało do zewnętrznego porządku
poćwicz jogę pomantruj
trzy godziny wyszukuj informacje o hinduskich bogach, którzy mogą Cię uratować

padnij znużony snem

kiedy zaśpisz wyprzedź autobus pędzący na uczelnię
powiedz coś miłego swoim nauczycielom
przytul swoich współstudentów
idź do kina na najsłabszy film w repertuarze
w sklepie w którym zamierzasz naprawić telefon
kup trzy pary naprawdę wygodnych butów
maliny truskawki borówki winogrona
wodę sok pomarańczowy ciepłe bułeczki
monte i trzy paczki herbaty której zawsze sobie odmawiałeś

wracając do domu będziesz wiedział
że ideały jeśli są to nie na tym świecie
lecz jeśli ktoś ma być na zawsze i dla Ciebie to będzie
ale nie możesz tego przewidzieć

wracając do domu będziesz wiedział
że wszystko jest w Twojej głowie
i że da się to naprawić tak samo jak się zepsuło

i że czasem wychodzi na to
że od wymyślania ideałów lepiej się najeść malin

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

40



 
Czasu nie ma, a jedyne co się dzieje to świecące słońce albo zapadający wieczór.

Myślimy, że już wiemy, jak wyrafinowane jest życie, a ono wciąż potrafi zaskoczyć.
Wystarczą dwa tygodnie i jest się innym człowiekiem.

O dwunastej w nocy v Radiu Vltava puszczają czeski hymn i bije dwanaście dzwonów.
Człowiek, który potem opowiada o kinie, wymawia je z długim í.

Mieszkam w mieszkaniu, dla którego można porzucić plany i zostać, choćby dla wspólnych śniadań.

Wśród nieskończonych możliwości, tylko jedno jest dla mnie pewne- wszystko się jakoś ułoży.

Lepiej, niż mogę wymyślić.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Time does not exist and the only thing that happens is shining sun or falling evening.

We think we already know how sophisticated life is, but it still manages to surprise.
Two weeks are enoguh to become a different person.

At midnight in Czech Radio Vltava they play national anthem and twelve bells beat.
The man, who later talks about cinema, pronounces it with a long í.

I live in an apartment because of which you can give up your plans and stay, at least for the common breakfasts.

Among endless possibilities, only one thing is sure for me- somehow everything will work out.

Better, than I can imagine.

sobota, 13 kwietnia 2013

39


Wracam do domu przez Wiedeń z dobrą, niekwaśną kawą i z ciepłą wodą w łazience.

Przyszłość rysuje się jasno, choć nie rysuje się wcale.
Dokąd iść, gdy można gdziekolwiek i nie jest się przywiązanym
Czy zostać w rytmie poranków, czy sprzedać wszystko i jechać, a potem nigdy nie wrócić
Skąd wiedzieć, gdzie jest moje miejsce, jeśli wierzę, że noszę je w sobie
Jak wierzyć, że będzie przepięknie, jeśli zawsze będzie, jak jest

Prawdziwe życie jest tutaj, teraz, na zawsze.

Marzę o końcu szkoły, a potem o końcu studiów, w pracy o emeryturze, a na emeryturze marnieję.
Mam wolność w rękach jak nigdy i jednak bardzo się boję. Mój wybór już nie jest wolny, bo jest związany z pieniędzmi. Nie pozwalam sobie próbować, bo to wymaga wysiłku, łatwiej planować do przodu niż walczyć potem w panice.

I jednak boję się wyrwać, biec długo aż stracę siły.
Być jak przepiękne, bezdomne, albańskie psy. Codziennie prosić o miłość jakichś przypadkowych turystów, dzielić jedzenie w śmietniku pomiędzy całą watahę, przebiegać granicę Albanii, tak tylko w ramach marzenia o smyczy i pełnej misce.

Dopóki mieszkamy w domach, nie każdy ma własne drzewo, a jeśli zdecydujemy się odejść, uznają nas za wariatów.

środa, 27 czerwca 2012

17

24.06.2012

Śmiejemy się na trawie. Zmierza do nas bezdomny w koszulce "ŁZY" i pyta, czy mamy papierosa. Nie mamy. Uśmiecha się i mówi, dobrze, nie zaczynajcie z tym. Odchodząc widzę słońce narysowane na jego plecach.

Mija godzina, podczas której skaczemy i robimy sobie śmieszne zdjęcia.

Zbliża się do nas znowu, już na pewnej odległości mówię mu, że nadal nie mamy papierosów. Macha do mnie i mówi, że pamięta, że wie, ale że przyszedł powiedzieć, że cieszy się, że się tak szanujemy, że teraz ludzie nie potrafią być razem.

Śmiejemy się znowu.

TAK. Potrafimy być razem tylko, kiedy nie jesteśmy razem.

---------------------------------

We're laughing sitting on the grass.  Homeless guy in "TEARS" (Polish pop-rock band Łzy) t-shirt comes and asks if we have a cigarette. We don't. He smiles and says that's good, that we shouldn't start. When he's going away I see the sun painted on his back.

One hour passes, during which we're jumping and take funny pictures.

He's coimg again and at a distance I say that we still don't have cigarettes. He waves to me and says that he knows, he remembers but he came to say that he's pleased to look at us, because we respect each other-because now people don't know how to be together.

We laugh again.

 YES. We are able to be together only when we are not together.



 

wtorek, 24 kwietnia 2012

4

Wychodzą z różnych powodów- z pasji, z alkoholizmu, z braku możliwości pracy w zawodzie, z nieumiejętności robienia niczego innego, czasami dla zabawy... Czasem głośni, choć zawsze z boku. Niewidoczni, choć wystawieni na widok wszystkich. Nie żebrzą- robią swoje. Często po poważnych szkołach, czasami amatorzy. Są w każdym mieście na świecie. Za dwadzieścia groszy grają najlepsze koncerty. Za piętnaście złotych sprzedają książki z ulicznego antykwariatu. Za darmo dzielą się wiedzą. Rozdają uśmiechy. Realizują powszechne marzenie o soundtracku do życia. Ulicznicy.








PS. esej został nagrodzony i opublikowany w czasopiśmie antropologiczno- kultorowym OPCIT
http://opcit.pl/teksty/konkurs-na-fotoesej-rozstrzygniety/
http://opcit.pl/teksty/ulicznicy-fotoesej/