Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lutego 2015

90

5 lutego 2015

Wczoraj były urodziny. I przez całe urodziny myślałam o umieraniu.

Odchodzi jedna z najpiękniejszych kobiet, jakie poznałam w życiu. Manorupa – pełna pokory i miłości leży w swoim łóżku szczęśliwa, świadoma tego, że to ostatnie dni i skupiona na modlitwie.

Kiedy spotykam Mano i jej męża, wielkiego astrologa, moje zachodnie feministyczne zapędy mogą iść się bujać. I mogłabym się zdenerwować, gdyby nie to, że wiem, że ich niezwykłe partnerstwo jest podporządkowane komuś jeszcze innemu. To Bóg i miłość do niego jest nadrzędna i oboje służą mu na swój sposób, zgodnie z wybraną tradycją. Ona – dając się prowadzić mężowi, On – oddając jej wielką cześć i dzieląc się wiedzą z innymi. I wiem, że ich relacja, miłość i oddanie przekraczają płeć i stawiają na równi związane z nią role.
 

Znalazłam zdjęcia z naszego ostatniego spotkania w 2013 roku. Było bardzo gorąco i ocierała twarz chusteczką, mówiąc, że do upału nigdy nie da się przyzwyczaić, nawet jak się mieszka w Indiach. Trzeba się z tym pogodzić i nosić przy sobie chusteczki, zwłaszcza, jak się jest kobietą i przechodzi się menopauzę. Pamiętam też, że rozmawiałam z nią o pokorze. Nie wiem już, co do mnie mówiła, ale teraz myślę, że kiedy się kocha, służba nie ma w sobie nic poniżającego. Wręcz przeciwnie – służba pełna miłości otacza prawdziwym blaskiem. 




I jeśli można umierać pięknie – to Manorupa to robi. W pełni godności i na własnych warunkach. Leży w Mayapur, świętym miejscu Indii i czeka na przylot swojego Guru, który może ją namaścić. W ich domu i domach przyjaciół z całego świata dzieje się wielka świątynia. I ja, choć nie znam wielu mantr ofiarowuję parę kadzideł, włączam kirtan i śpiewam. Dziękuję za oczyszczenie, które jest mi dane. Za to, że właśnie teraz się modlę. Za spotkania, które wpłynęły na mnie na zawsze.

Przeżywanie odchodzenia kogoś wielkiego to naprawdę zaszczyt. Bo Mano nie umiera, tylko odlatuje do świata duchowego. I jest się z czego cieszyć i za co dziękować.


16 lutego 2015

Dziś około piątej rano Manorupa postanowiła odlecieć z Mayapur. Spokojnie, w towarzystwie najbliższych i dźwięków mantr z porannych ofiar świątynnych dochodzących przez okna.

Dziś rozpoczęły się oficjalne obchody Gaura Purnima - indyjskiego święta, w którym celebruje się przybycie jednej z boskich inkarnacji na ziemię.
 
Dziś Agatka skończyła swoje studia. Została z dyplomem licencjata z matematyki i może w końcu wyjść poza granice swoich funkcji. Rano spokojnie programować a wieczorem zawijać się w kocyk i hobbystycznie myśleć o różniczkach. Jakiś wielki etap za nią, dzwonię więc do Markusa, a on mówi, że nie bardzo do niego dociera, że to już. Że nie chodzimy do liceum, tak jak wtedy, kiedy nas poznał, tylko mamy dyplomy i jeździmy autem do pracy. Że dorastamy.

Siedzę i piszę to dziękczynienie i widzę na bocznej zakładce, że przyszedł mail. Otwieram, a to wiadomość, że dostałam nową, wymarzoną pracę. Taką, która wiele zmieni i którą bardzo afirmowałam.

Ten dzień, to dzień przejścia. Tak ważnego, że w wielu aspektach widać je też fizycznie. To nie żaden przypadek, tylko niezwykły montaż. I myślę, że dotyczy mnie wielka łaska, bo mogę dostrzec, jak bardzo ten dzień był niesamowity.



Mano, macham Ci stąd, z dziś, po prostu dziękując za to, jak bardzo nas zmieniłaś. Twoje bycie, Twoje odchodzenie, Twoje błogosławieństwo to żywe dowody, że jest dokąd aspirować. I nawet jeśli to ma potrwać następnych kilka żyć warto zacząć od dziś. Świadomie czy nie, to i tak się już dzieje.

czwartek, 8 stycznia 2015

88

Kiedy ogarnia niepewność nie ma innej drogi niż biegać aż się padnie ze zmęczenia, kawa lub popołudniowa drzemka przestanie w końcu działać i będzie można nie myśleć. Dalej czytać historię o nieustającej tęsknocie, identyfikować się z bohaterami i uświadamiać własne, zaskakujące zakochanie. Spadł śnieg i moje buty do biegania się ślizgają i nie wychodzę biegać mimo iż mną rzuca, a nie mam tu worka bokserskiego żeby go zniszczyć i płakać nad tą tragedią która wisi nade mną, ale tylko w mojej głowie, bo z obiektywnej perspektywy nic się nie dzieje. Zadziwiające, jak jednowymiarowa niepewność materialna destrukcyjnie wpływa na wszystko, co mnie dotyczy. Jak nagle miotam się między szukaniem stabilnej pracy, która wyprowadzi mnie na morza nudy, a tym, żeby wciąż balansować na granicy chodnika, z którego za miesiąc mogę spaść w przepaść głodu (której nie ma, bo przecież są jeszcze przyjacielscy przechodnie). 

Stare dobre lęki, grzecznie Was informuję – tak dobrze sobie bez Was radzę, że grozi mi śmierć ze szczęścia i całkiem mi to pasuje. Nie pukajcie do moich drzwi, bo na więcej niż dwie godziny nie pozwolę Wam zostać, a jeszcze pożegnanie nie będzie zbyt miłe, z pewnością na odchodnym zza progu krzyknę głośno "Spierdalajcie!".

Nastawię kubeczek kakao i nawet jak wykipi wcale się nie przejmę, bo zalana kuchenka to przynajmniej namacalny problem, a z takimi się kumpluję, w końcu można je łatwo wytrzeć.






czwartek, 23 października 2014

86

zawsze przed wyjazdem palą się ręce
noce są nieprzespane stopy zmarznięte
a ubrania wciąż do prasowania

spóźniam się na brak pędu
po czym w mokrej koszulce
przesypiam teleportacje w inne czasy

kiedy nastąpi z powrotem
wpełzam w powłoki ciepła
a wyprane opakowania wieszam gotowe
w naprzemiennych zestawach


i tak stąd dotąd trwam


niektórzy mieszkają w domach
inni śpią, piorą i przekładają wszystko
na po powrocie

 

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

85

i bez wojny czuję się dziś jak na wojnie
wojna jest jednak daleko i wcale mi nie straszna
nie tak jak codzienna walka o sens

wtorek, 17 czerwca 2014

82

elastomery

nazywa się mieszka studiowała
pracowała udawała
w każdym razie pieniądze dostała

używała słów ładnych choć niekoniecznie
zrozumiałych takich jak:
statyczny bezpośredni trójfazowy

komisje wspierające rozwinięte już talenty
nie kopały w ogrodach wspomnień
za domem ani w podłodze

wszystko trzeba było przynieść na tacy
dostojnie prezentować i nie potknąć się
na wybiegu

rozbierali ją przed sobą na kawałki
aż otrzymała wiele nagród i wyróżnień
od komisji poetyckich wojskowych skrutacyjnych


na końcu dodali adnotację:

wadium potencjałów nie może być
przekazywane osobom trzecim
prawnym cywilnym fizycznym

brzydkim ładnym złym nieobecnym
ubogim ani biednym dzieciom
bez naszej uprzedniej pisemnej zgody

sobota, 14 czerwca 2014

81

Rzucamy w siebie ochłapami słów:
Raz ona - raz ja
I rozszerzają się naczynia krwionośne głębinowych
kopalni znaczeń.

Wkładamy kilka bio gramów z poetów
pod język,
Jeszcze żyją a już mają
medaliony.

Podwyższone tętno czytania wzmaga
zapominanie:
Używam tej części głowy w której są tylko
autostrady (zjazdów w aglomeracje wspomnień nie widać).

Słyszałam, że zwiększona częstotliwość podróży
międzygwiezdnych grozi schizofrenią,
Ale odbijam piłeczkę w trzeci wymiar
szlifowania połączeń szlachetnych.



wtorek, 20 maja 2014

80

z cyklu poezje znalezione w pracy

Gdy na swej drodze napotkasz zebrę
poproś mamę, aby nałożyła ci
zawsze modne światełka odblaskowe
 
oboje będziecie widoczni w miejskiej dżungli



niedziela, 27 kwietnia 2014

79

LURA

moja kawa nie ma dziś koloru
już dwa tygodnie smakuje jak fosa

rozpuszcza mnie w sennościach
ucieczkach w pośrednie stany
nie jest gorzko ni kwaśno
nie zachowuje pozorów intensywności
nawet opakowania rozciągnięte jak pidżamy

podobno śmierć we śnie jest najlepsza
czy to znaczy, że chcemy umierać w dresach?


niedziela, 13 kwietnia 2014

78

I nagle jest znowu kwiecień, na który się tyle czekało zupełnie zapominając o tym, jak zręcznie przeplata różne stany. Wbrew naszej woli wsadza nas do wagonika jeżdżącego po sinudoidzie dobrych i złych emocji i pozostaje tylko czekać, aż seans w tzw. wesołym miasteczku się skończy. Po odbyciu całej trasy przekrzyczanej lękiem staniemy znowu na ziemi i znowu będzie wiadomo, jak bardzo szukanie pasów bezpieczeństwa było bez znaczenia. Jak bardzo wszystko zostało wyreżyserowane, a my jak co roku zostaliśmy zaskoczeni jak kierowcy pierwszym śniegiem.

Niby nic się nie dzieje, a jednak nie sposób się cieszyć. Emocje przeplatają się w takich amplitudach, że można nie wytrzymać. Nie dorośliśmy jeszcze do zachowania spokoju.

Czekać, trzeba czekać

Uczyć się czekać
Uczyć się odpuszczać
Pozwalać rzeczom i ludziom odchodzić
Zmieniać się

I uczyć się siebie na nowo -
Samych i nawzajem

W spokoju
W radosnym bezsensie życia

Wspominać lato czekając na lato
A potem znowu mówić
Że nie ma na co czekać

Jak bardzo to wszystko już znamy
A wciąż szukamy zwrotów akcji








sobota, 5 kwietnia 2014

76

pierwsza chmura dystansu już nadciągnęła
przypomina, że można zmoknąć - na chwilę wracam więc do siebie
są uczucia ale w zalążkach, bo przede wszystkim badania gruntów
żeby nie zmarnować zbyt wielu ziaren

w podłodze jednak nic mi nie urośnie

wychodzę więc i poszukuję ziemi
na której nigdy nie wieje chłodem
jest ciepło, przytulnie i nie zadepczą mnie przechodnie

a może jestem rośliną, którą się sadzi na jesień w bukietach z liści


skąd mogę wiedzieć

zgubiłam etykiety





poniedziałek, 31 marca 2014

75

między biegiem a biegiem zatrzymałam się z konieczności
zrobienia wiosennych porządków

ustalenia kierunków wiatru barw szerszych horyzontów
faktur pojawień i zniknięć

zdjęłam nieznośne lekkie buty gotowa pozbierać myśli
i nic mi nie przyszło do głowy


rozbita o własny falochron swoim też łamaczem lodu
siedzę i tęsknię
 tylko nie wiem za czym


niedziela, 30 marca 2014

74

zapytałeś przez telefon

idziemy?

i trochę się przestraszyłam

ostatnio każda końcówka
świadcząca o liczbie mnogiej
szczególnie w pierwszej osobie
jakoś mnie niepokoi

tak bardzo nie wiem
co z nią zrobić


sobota, 29 marca 2014

73

muszę Wam coś powiedzieć
przyszłam na wystawę wnuka
a ona jest za tydzień

czekam na murku aż spalisz papierosa
za każdym razem kiedy jesteśmy razem
zaczepiają nas jacyś ludzie

jest równomiernie ciepło i chłodno
różnice jak nieznane kontynenty
o których cicho machasz rękoma
podobieństwa wczesnego snu
rozciągniętych swetrów
i luźnych pożegnań

nocami próbuję oliwić
rzeczywistości równoległe
żeby się nie zacięły 
nie zardzewiały na amen

jakiś czas temu ktoś napisał o mnie wiersz
a właściwie pierwszą zwrotkę
po czym przeszedł do następnej
zwłaszcza całkiem fizycznie
 
to wcale nie było zabawne

ale Ty przecież zadbasz o nią
taka fajna dziewczyna


poniedziałek, 24 marca 2014

72

poznajemy się wynajdując pokłady czasu w napiętych kalendarzach
biegnąc na tramwaj żeby zdążyć zjeść ciasto przed wejściem
do teatru w lekko zmiętych koszulach

nie sposób spisać tempo
są doświadczenia które nie mają czasu
porządnie odtajeć i ujawnić swoich znaczeń


piątek, 21 lutego 2014

71

To było tak. Fala ludzi płynęła przez przejście podziemne na drzwi do centrum handlowego. Zatrzymałam się pośrodku. Po prawej stronie stała dziewczyna grająca na altówce. Miała na sobie szarą dresową bluzę z kapturem, dżinsy i ciepłe buty. Na ziemi naprzeciwko dziewczyny za żółtą plastikową skrzynką na warzywa siedział bezdomny. Niczego nie rozdawał, nie żebrał, tylko siedział i rysował dziewczynę czerwoną kredką na pomiętych kartkach papieru. W głębi przy wejściu na schody stała bezdomna zwykle sprzedająca czekolady. Teraz wpatrywała się w bezdomnego.

Sprawdziłam portfel. Drobnych miałam tylko dwadzieścia groszy. Wyciągnęłam z siatki mandarynkę i włożyłam ją do futerału z niebieskim futerkiem. Dziewczyna pięknie się uśmiechnęła. Bezdomny po drugiej stronie roześmiał się głośno. Odeszłam majtając siatką. Przypomniała mi się ta piosenka Alana Price'a z filmu, którego nie widziałam i śpiewałam głośno:

You'd be better by far to be just what you are
You can be what you want, if you are what you are
And that's a lucky man!

Za rogiem pomału szła staruszka w długim ciemnobrązowym płaszczu. Mijając ją obejrzałam się i uśmiechnęłam. Jej twarz niezwykle się rozpogodziła. Słońce już zachodziło między odnowionymi kamienicami, spojrzałam w niebo i pomyślałam, że dzielenie się szczęściem jest najlepszą znaną mi modlitwą.

20 lutego 2014


środa, 22 stycznia 2014

70

tendencja wzrostowa

obudziłam się chyba na dobre

po huraganach i ciszy zgliszcz
przybyło wyczekiwane
piękno zimy

nie śpi już
lecz pod śniegiem
ukrywa rodzące się zmiany

zawieszone w międzyczasie relacje
zdążyły się stęsknić i teraz z energią
wypełniają niekonkretne formy

obecni wystarczają mi tak bardzo
nieobecni znikają jakby nie istnieli

jeszcze raz wszystko
wylądowało na swoich miejscach

ja też



środa, 8 stycznia 2014

69

ostatnio codziennie się zmuszam

najpierw przez pół dnia przekonuję samą siebie
o tym że w ogóle warto wstać
a potem przez pół dnia nerwowo nie zdążam
na żadne postępy rozpisane na kartkach

ostatecznie zaniechuję więc manewrów
i snuję się tu i tam pozwalając na przysypianie

dzień kończy się kiedy o pierwszej w nocy
przez dwie godziny zmuszam się do zaśnięcia
bo nie umiem wyłączyć mózgu nieustannie
ustalającego plan na następnych pięć lat

jak dalej będę się przytulać do Pilcha
to otworzę w końcu domowy barek


niedziela, 5 stycznia 2014

68

CZEKOLADA
Trochę "Z dziennika codziennych zmagań" a trochę list do siebie

Weźmy na przykład taki pozorny, lecz trudny do realizacji banał jak powtarzane przez paru mędrców zdanie:
"Żeby móc kochać innych musisz najpierw pokochać siebie".
(Osobiście wolę go w wersji: "Jeśli nie posiadasz czekolady to nie możesz jej rozdawać").


Można to łatwo sprawdzić przeprowadzając eksperyment.
Na przykład taki, jakim jest szukanie pracy.
(Można dowolnie wymieniać szukanie pracy na szukanie partnera albo inne wybrane treści poszukiwań).
Dla precyzji powiem, że nie chodzi mi o szukanie jakiejkolwiek pracy na tzw. "przeczekanie", które następnie trwa kilka lat bez satysfakcji za to jest opłacanych ciężkimi porankami, ale o szukanie wymarzonej pracy, w której widzisz sens.

Oczywiście, patrząc na ogłoszenia można by zrezygnować z aplikowania na stanowiska, które wydają się być wyzwaniami i w których zwykle nie spełnia się co najmniej dwóch wymagań.
(Analogicznie: Może w tym momencie nie mam całej tabliczki potrzebnej Ci czekolady o 60% kakao, ale tymczasowo mogę to za Twoją zgodą wynagrodzić dobrą czekoladą z bakaliami, a jak poczekasz dłuższą chwilę to będę mieć czekoladę, która jest Ci potrzebna. Tym samym może wybranie mnie, która ma pewne braki może być w ostatecznym rozrachunku słodsze niż wybranie skrupulatnego sprzedawcy czekolady. Oczywiście zależy, na czym komu zależy i kto ma ile czasu.)

Jeśli jednak samemu nie wierzy się w swoje umiejętności i wartość, która kryje się w zaangażowaniu i głębokim przekonaniu o słuszności swoich działań, pozostaje już tylko kłamać.
A kłamstwo ma krótkie nogi. 

Na przykład takie, które pchają nas do rezygnacji z podejmowania wyzwań i przez które kończy się w pracy, której się nienawidzi tylko dlatego, że fałszywie przekonało się najpierw siebie a potem potencjalnego pracodawcę o posiadanej wizji wielkiego rozwoju ukrytego i czekającego na nas na stanowiskach sprzedawców ubrań albo sprzątaczek (nie umniejszając wymienionym, którzy oczywiście też są potrzebni).

Dlatego staram się pamiętać o tym, że wszyscy kiedyś mieli moje marne (albo aż) 21 lat i nie byli jeszcze skażeni wiedzą o tym, że "coś jest niemożliwe" (co to zresztą za bzdurna wiedza). Że wszyscy warci uwagi (czyli Ci, którzy nie dali się dyskursowi pełnemu niewiary) kiedyś zaczynali i nie wiedzieli jak się robi to, czy tamto, ale mieli za to wielki, zaraźliwy zapał i wiarę w to, że wszystko się uda, jeśli tylko będzie się wystarczająco chciało na to pracować.

Wierzę, że tylko trudne rzeczy są warte jakiejkolwiek uwagi. I że jeśli kiedyś odpuszczę i przestanę być sobą, pełną niezbędnej naiwności, to możecie mnie już tylko zabić, bo i tak wtedy będę na straty.


Wracając do efektów eksperymentu: jasnym jest, że jeśli nie stanowi się dla siebie przykładu tego, jakim chciałoby się widzieć świat, to nie ma co marzyć o jego zmianie. Tak samo z relacjami i w zasadzie wszystkim. Okazuje się więc, że to dosyć proste. Mimo, iż istnieją różne miłości i różne czekolady, i nie każdy może lubić mleczne albo z bakaliami, to żeby chociaż spróbować dać, musisz jakąkolwiek mieć. Najpierw ja i moja czekolada, ja i moja wiara, ja i moja miłość. Dopiero potem Ty, a potem cała reszta. 

I wcale w tym dogadywaniu się różnorodności nie ma wychodzenia za kompromisy - jest za to silne przeświadczenie o tym, że danie komuś czasu i zaufania pozwala mu rozkwitnąć, rozwinąć nieznany pyszny smak, podczas gdy kupienie gotowej już róży (czy też znanej sobie czekolady) nie zmienia ani róży, ani właściciela.




środa, 1 stycznia 2014

67

Nowy Rok utopił się we mgle
od zawsze do zawsze

zamiast fajerwerków
tulą mnie obcy ludzie


O czwartej weryfikuję adresy
na które w ciągu roku
wyślę nawóz myśli

które odgrzebię z błota
pomogę wyrwać chwasty  
żeby móc znowu zasiać 
cudownie zielone trawniki


W tym roku większość kwiatów
zostawię w moim wazonie
a tym w donicach na parapecie
nadam ich własne imiona

w ciszy niezauważalnie
zakwitną we własnym tempie
i bez niczyjej pomocy
a wręcz w nieobecności


I nikomu nie będą musiały
wdzięczyć za samoistność
i ogrom swojego piękna

bo same przemienią samotność
w tak zwany święty spokój


fot. Sysia

czwartek, 26 grudnia 2013

66


Wysyłam Ci wiadomość o szczęściu.
Nagłym, choć spokojnym i wyczekanym.
 
Ślady tych, którzy właśnie wyszli są półsłodkie jak dostane ciastka.
Ich obecność zaznaczyła się na obrusie, krąży jeszcze w firanach,
i nie odpłynie jak statek zamknięty w zielonej butelce po winie.

To cud brudnych łyżek,
Okruszków na podłodze.

Przeglądam się w talerzach, jakbym sprawdzała odległości
Czy nadal nie - zbyt dalekie albo w odmiennych kierunkach.

Nie muszę mówić Ci dokąd prowadzą każde
Z dwojga drzwi